"Nawet jeśli obdarzysz kogoś swoją miłością, nie masz gwarancji, czy dostaniesz coś w zamian...
A może faktycznie powinnam odpuścić? W końcu odejść, pozostawić to tak jak jest. Z honorem opuścić miejsce walki. Rzucić wszystko w cholerę i poszukać sensu życia. Ale co osoba w moim wieku może zrobić? Jak mogłabym porzucić kogoś, o kogo walczę już tak długo? A jednocześnie bezskutecznie. Jednak nie wyobrażam sobie dnia bez spojrzenia na niego. Bez usłyszenia jego głosu czy śmiechu. Czemu jestem tak bardzo niezauważalna? Choć robię wszystko co mogę, tracę już nadzieję i siłę. Jak mam dalej funkcjonować? Ledwo się skupię i już myślę tylko o nim. O tym jak bardzo chciałabym go potrzymać za rękę, przytulić, powiedzieć, że bez niego czuję się pusta. Bo jestem tylko człowiekiem, który tak naprawdę może tylko kochać. Dlaczego miłość nie zawsze jest odwzajemniana? Dlaczego drugi człowiek nie widzi tej ciężkiej pracy, poświęcenia, a jednocześnie ciągłego załamywania się? Skoro od początku byłam skazana na cierpienie, czemu w ogóle to wszystko się stało? Po co między nami narodziła się relacja? Dlaczego uwierzyłam, że ktoś darzy mnie tak silnym uczuciem nie myśląc, że jeszcze nie rozumie jak poważnym słowem jest miłość.
Znowu patrzę na siebie w lustrze. Widzę coraz większe zaciemnienia pod oczami. Odczuwam coraz większe zmęczenie. Brak wiary i nadziei. Zero planów na przyszłość. Ciągła chęć jedzenia i płakania. Anarchia. Nie da się tak żyć. To nie jest normalne.
Wstając z łóżka zastanawiam się po co nadal to robię. Jaki ma sens układanie włosów, malowanie ust nową pomadką i ubieranie nowej sukienki, skoro on i tak ma Cię w dupie? Skoro nawet nie zauważy, że udajesz pod toną tapety najszczęśliwszą osobę na świecie? Skoro nie zauważy wiecznego gapienia się na laski, które stoją obok niego? Bycie zazdrosnym. Okropne uczucie. Jestem szczęśliwa, kiedy on się śmieje, jednak ona go niszczy.
Czuję się jak w jakieś klatce, z której nie mogę wyjść szukając wiecznie odpowiedniego klucza, który będzie pasował do kłódki. A znaleźć ten klucz można tylko przez znalezienie odpowiedniej osoby. Tej jedynej. Kiedy zajrzę do jej wnętrza będę miała ten klucz. Tylko...skąd mam wiedzieć kto jest tą właściwą osobą? Oddać życie - oddałabym.
Chciałabym być kimś innym. Zamienić się życiem choć na jeden dzień. Myśleć o kimś lub czymś innym w każdej chwili. Być uśmiechnięta i szczęśliwa, bo żyję. Dlaczego więc muszę tak cierpieć? Czemu nie mogę być jak inni, którzy nie dbają o uczucia, a po zerwaniu mają gdzieś daną osobę. Nie obchodzą ich dalsze relacje z tym człowiekiem. Tylko ja. Ja nie mogę zapomnieć. Ja tłumię w sobie uczucie, które powinno z dnia na dzień wygasać, a przez cały czas pali się tak samo wielkim płomieniem. Takim, który próbuje codziennie wyskoczyć z piersi i pokazać wszystkim jak naprawdę się czuję. Jak bardzo słabym człowiekiem jestem. Ten płomień wypala mnie od środka.
"Poczuć znowu tą wspaniałą wiosnę. Zapach kwiatów. Wszędzie dookoła ludzie. Nagle zaczynie padać śnieg. Śnieg w kwietniu, tak. Poczuć ciepło tej drugiej osoby. Prawie że gorączka. Ale to stres. Bywało gorzej. Czuć wzrok innych na sobie. Nie zastanawiać się czy jutro na mnie spojrzy, czy powie, że ładnie wyglądam. Dbać o inne sprawy, ważniejsze w danym czasie. Być niewyobrażalnie szczęśliwym. Chwila. To tylko dziwne uczucie. To się już skończyło. Byliśmy tam. Wróćmy. Tam."
...a jeśli już będziecie razem, może to przynieść jedynie cierpienie, więc lepiej szybko to zakończyć
i odejść ze złamanym sercem."
/Heroine