20.08.2016
"Pół roku temu byłam w stanie myśleć, że nikogo nie obchodzę, że tak naprawdę nie powinno mnie w ogóle tu być. Codziennie mogłam płakać i myśleć jak bardzo mi jest źle. Nie akceptowałam ani nie doceniałam siebie ani trochę."
Jestem pewna, że każdy chociaż raz w swoim życiu pomyślał "Dlaczego żyję? Po co? Czy moje istnienie coś znaczy?" Ja bardzo często filozofuję na ten temat i uwierzcie mi, w końcu doszłam do tego. Znalazłam odpowiedź na to pytanie zawartą w ogromnej ilości przykładów. Żyjemy po to, by się rozwijać, spełniać swoje marzenia, osiągać sukcesy, doświadczać wielu pięknych chwil, zakochać się, zaryzykować. Wiecie jak życie jest krótkie? Po co je marnować? Róbcie wszystko co chcecie.
13.10.2016
Wczoraj zaprosiłam go na bal. Czekałam i czekałam na jego odpowiedź, aż w końcu sama do niego podeszłam. Powiedział, że nie, bo koleżanka już sobie ustaliła z kim tańczą. Odrzucona. Znowu. Nawet nie zawalczył. Pokazał, że ma to totalnie w dupie. Czemu ja tak nie potrafię? Czemu nie umiem przestać robić z siebie ofiary? Jestem słaba. Cholernie słaba.
Czuję się źle. Znowu czuję, że jest źle. Nie układa mi się zupełnie nic. Oceny znowu lecą w dół, nic nie umiem poprawić. Jestem beznadziejna i nie nadaję się nawet do gimnazjum.
Dlaczego nie dojrzałam do tej pory? Jestem taka głupia i naiwna. Nie jestem ani trochę inteligentna. Nie myślę do przodu, mimo, że powinnam.
Zaniedbuję wszytko. Siebie też. Nie obchodzi mnie mój wygląd, bo przecież i tak się mną nie interesuje. Moja dieta. Totalny chaos i anarchia. Umysł? To lepiej nie wspominać, jest aż tak źle.
Czemu nie mogę się zatrzymać w czasie? Albo ruszyć do przodu? Jestem pomiędzy tym wszystkim, jeśli to możliwe.
Uciekam od wszystkiego. Jestem tchórzem. I sama jestem sobie winna.
Jak nie narcyz to totalna beznadzieja.
Dlaczego nigdy nie mogę dostać tego, czego pragnę? Dlaczego on mnie wcale nie zauważa? Nie walczy, tak jak ja? Nie próbuje. Nie żałuje. Nie rozpamiętuje.
Wiem, że go kocham. W głębi serca to czuję. Na pewno.
/Zawaliłam każdą możliwą rzecz.
Wybacz osobo, która to czytasz.
Nie rozumiem już niczego.
czwartek, 13 października 2016
piątek, 29 kwietnia 2016
Błędne koło
18.04.2016
Mam znowu ten czas, kiedy nic mi nie wychodzi. Ciągle mi czegoś za mało. Coś mi przeszkadza. Nie mogę się wyluzować. Jakakolwiek myśl dotyczy nauki lub jakiegoś innego problemu. Czasem myślę sobie, że to wszystko nie ma najmniejszego sensu. Że nic mi się i tak nie uda osiągnąć. Nienawidzę swojego pesymizmu. Cokolwiek miałabym zrobić zawsze będę negatywnie nastawiona do tego.
Tak bardzo nienawidzę ludzi. Jako całości. Oczywiście, są poszczególne osoby będące normalnymi, jednak dobija mnie jak niektórzy mogą być tak zepsuci i nieczuli. W naszych czasach liczy się dla nastolatków tylko fejm i kasa. Czasem czuję się, że nie pasuje do tego okresu. Wolałabym się urodzić wcześniej, kiedy dla innych najważniejsi byli przyjaciele i rodzina. Nie rozumiem tego, że podczas wojny ludzie potrafili sobie pomagać, nie zapominali o uczuciach...a teraz? Co tak naprawdę jest dla nich priorytetem?
29.04.2016
Wczoraj wróciłam z wycieczki 3-dniowej. Przeżyłam naprawdę wiele wspaniałych chwil, poznałam lepiej wielu ludzi i zyskałam przyjaciół. Ale jak zawsze pod koniec, ostatniego dnia musiało się coś zepsuć. Domyślcie się co się stało.
Co ja teraz znowu robię? Myślę. Myślę dlaczego mam tak cholernego pecha. Dlaczego znowu ja?
Cholera, nic mi ostatnio nie wychodzi. Nawet ten post jest do dupy.
Szczerze to ta wycieczka mnie zmieniła. Sama nie wiem czy na lepsze. Mam jednak świadomość, że jest więcej ludzi na których mogę liczyć. Jednak ta jedna, jedyna rzecz nie daje mi spokoju. Nie mogę znowu sobie z tym poradzić i sobie odpuścić. Błędne koło i głupie nadzieje. Naiwne pytania.
Chciałabym być pewna czegokolwiek. Żyję w ciągłym stresie. Chcę już wakacje, bo nawet w majówkę muszę zrobić tak wiele rzeczy. Boże, czuję, że to życie mnie już męczy. Znowu. Pięknie byłoby zasnąć tak na dwa miesiące i obudzić się w doskonałym humorze oraz chęci do życia. Kolejna nierealna rzecz. Naprawdę żałosne.
/Nieumarłamjeszcze.
Aneta
.
wtorek, 26 stycznia 2016
Ulotne.
Jest taki sam.
Jak każdy.
Zostajesz sam. Tracisz grunt pod nogami. Starasz się być dla każdego miłym, pomagać w problemach, a co za to dostajesz? Nic. Zupełnie nic. I jeszcze pretensje. Nikt tego nie docenia. Nie zauważa co robisz. Jak bardzo ci zależy. Hipokryzja.
Jak mam zapomnieć? Jak zostawić w tyle? Jak zająć się czymś o wiele bardziej pożytecznym? Jak znaleźć prawdziwe szczęście? Prawdziwych ludzi? Prawdę?
Tracisz wszystko. To cię zabija od środka. Zamiast pomagać bardziej dobija. Obiecujesz? Obiecuję. Kłamstwo. Znowu kłamstwo. Każdy jest fałszywy.
Wszystko co czuję to sto tysięcy myśli i pytań kłębiących się w mojej głowie. Ale gdzie odpowiedzi? Nie istnieją.
Zniszczył mnie. Ostatecznie zostałam wykończona do zera.
Jaki jest sens tego wszystkiego? Czy to radość? Uczucie przewagi?
I gdy znowu zostajesz sam myślisz sobie czym jest tak naprawdę życie? Jeśli to jest życie, to ja chyba podziękuję. Chodź przez chwilę bądź szczęśliwy. Ciesz się z tego jaki jesteś. Brednie.
Dostrzeż jak wielu ludzi ranisz.
Często zastanawiamy się nad dobrym podjęciem decyzji. Gdy już to wykonamy obwiniamy się, że źle zdecydowaliśmy. Myślisz sobie, że znowu nie myślisz racjonalnie.
Wrażliwość jest jedną z największych wad człowieka, szczególnie w naszych czasach. Nie potrafię mieć czegoś/kogoś w dupie, jeśli mi zależy, nawet udając. Wytrzymuję dzień. Może dwa, a potem znowu się przełamuję. Błędne koło.
Możemy się mijać. Nie odzywać do siebie. Ale powinniśmy pamiętać wszystkie pozytywne chwile, bo one są więcej warte niż jakieś tam pieniądze.
/ Musiałam coś ze sobą zrobić. Sądzę, że ten post może być niezrozumiały. Jednak może się spodoba. Pisałam to będąc w stanie kompletnego załamania.
Zrozumcie skutki powstania tych wypocin.
Aneta
Subskrybuj:
Posty (Atom)