Czekam.
I nie przestanę.
Może to głupie.
Ale ja nigdy z Ciebie nie zrezygnuję.
Kiedy tak bardzo się zmieniłam? A może zawsze taka byłam? Czy możliwe, że czuję tak straszną pustkę z tego samego powodu? Jednocześnie odważyłam się zrobić coś tak niemożliwego...Wciąż. Niezmiennie. Czuję to samo. Może nawet silniej i głębiej.
"Jeszcze dzisiaj muszę zrobić tyle rzeczy. Jutro sprawdzian z angielskiego, a ja nie umiem połowy. Uspokój się. Dasz radę. Dobra, ustawiłam budzik. Położę go i pójdę w końcu spać. Wdech...wydech.
Nie, muszę sprawdzić czy jest dobrze nastawiony. Okej, jest w porządku. Aneta, na sto procent? A co jeśli się spóźnię do szkoły? Znowu będę panikować. Muszę sprawdzić jeszcze raz. Dobra, teraz już mogę w końcu zasnąć. O matko, a co jeśli zawalę historię? Przecież tak naprawdę nic nie umiem. A co się stanie, jeżeli nie zamknę drzwi lub nie wyłączę gazu? Oddychaj, spokojnie. Wszystko będzie dobrze. Wdech...i wydech. I jeszcze raz. Głęboki wdech. Wszystko będzie dobrze. I jeszcze raz."
Nie umrę. Jedyna rzecz, której powinnam być pewna.
Mogę się na niego spojrzeć i nie odwracać wzroku? Czy to nie jest obsesja?
Jestem beznadziejnie zakochana. Uczucie, które we mnie jest to jedna z niewielu rzeczy, które są tak prawdziwe. Pragnę zatopić się w nim w całości. Chcę trzymać cię za rękę i nigdy nie puszczać.
A tak właściwie to czego mi brakuje? Lub co zrobiłam, że nic się nie zmienia, mimo, że tak dużo osiągnęłam? A może to ja jestem niecierpliwa?
Anarchia panuje w moim umyśle. Jestem więźniem własnego życia. Wołam o pomoc, ale na tyle cicho, że nikt mnie nie słyszy. A może tylko udaję taką ofiarę? Wymyślam sobie problemy?
Co jeśli tak jest?
Chaos. Ogromny chaos. Wypełnia moją duszę w nieskończoność.
Świat został stworzony w bardzo niesprawiedliwy sposób. I nienawidzę tej całej zabawy w schematyczne życie. Dom, szkoła, nauka, dom. Następnie dom, praca, praca, praca, dom. Potem ewentualny związek, dzieci, starość, śmierć. Skoro zostaliśmy stworzeni, to czemu cały nasz żywot jest tak strasznie beznadziejny i bezsensowny? Dlatego właśnie nie wierzę w Boga. Nie potrafię wierzyć w te bajki dla dzieci. Jasne, teraz zagorzali katolicy powiedzą, że jestem taka, że żeby uwierzyć muszę to zobaczyć, dotknąć, poczuć. Może to i prawda, ale większość ludzi jest takich.
Jestem samolubna. Okropnie nieludzka. Niemyśląca i bez serca.
Jeszcze nie raz zapłaczę. Z twojego powodu. Już dzisiaj wyrzuciłam 2 chusteczki.
Prowadź mnie i moje serce.
Tam gdzie jego miejsce.
Walcz.
Jeśli ci zależy to nie możesz się poddać.
Nigdy.
/Aneta
I nie przestanę.
Może to głupie.
Ale ja nigdy z Ciebie nie zrezygnuję.
Kiedy tak bardzo się zmieniłam? A może zawsze taka byłam? Czy możliwe, że czuję tak straszną pustkę z tego samego powodu? Jednocześnie odważyłam się zrobić coś tak niemożliwego...Wciąż. Niezmiennie. Czuję to samo. Może nawet silniej i głębiej.
"Jeszcze dzisiaj muszę zrobić tyle rzeczy. Jutro sprawdzian z angielskiego, a ja nie umiem połowy. Uspokój się. Dasz radę. Dobra, ustawiłam budzik. Położę go i pójdę w końcu spać. Wdech...wydech.
Nie, muszę sprawdzić czy jest dobrze nastawiony. Okej, jest w porządku. Aneta, na sto procent? A co jeśli się spóźnię do szkoły? Znowu będę panikować. Muszę sprawdzić jeszcze raz. Dobra, teraz już mogę w końcu zasnąć. O matko, a co jeśli zawalę historię? Przecież tak naprawdę nic nie umiem. A co się stanie, jeżeli nie zamknę drzwi lub nie wyłączę gazu? Oddychaj, spokojnie. Wszystko będzie dobrze. Wdech...i wydech. I jeszcze raz. Głęboki wdech. Wszystko będzie dobrze. I jeszcze raz."
Nie umrę. Jedyna rzecz, której powinnam być pewna.
Mogę się na niego spojrzeć i nie odwracać wzroku? Czy to nie jest obsesja?
Jestem beznadziejnie zakochana. Uczucie, które we mnie jest to jedna z niewielu rzeczy, które są tak prawdziwe. Pragnę zatopić się w nim w całości. Chcę trzymać cię za rękę i nigdy nie puszczać.
A tak właściwie to czego mi brakuje? Lub co zrobiłam, że nic się nie zmienia, mimo, że tak dużo osiągnęłam? A może to ja jestem niecierpliwa?
Anarchia panuje w moim umyśle. Jestem więźniem własnego życia. Wołam o pomoc, ale na tyle cicho, że nikt mnie nie słyszy. A może tylko udaję taką ofiarę? Wymyślam sobie problemy?
Co jeśli tak jest?
Chaos. Ogromny chaos. Wypełnia moją duszę w nieskończoność.
Świat został stworzony w bardzo niesprawiedliwy sposób. I nienawidzę tej całej zabawy w schematyczne życie. Dom, szkoła, nauka, dom. Następnie dom, praca, praca, praca, dom. Potem ewentualny związek, dzieci, starość, śmierć. Skoro zostaliśmy stworzeni, to czemu cały nasz żywot jest tak strasznie beznadziejny i bezsensowny? Dlatego właśnie nie wierzę w Boga. Nie potrafię wierzyć w te bajki dla dzieci. Jasne, teraz zagorzali katolicy powiedzą, że jestem taka, że żeby uwierzyć muszę to zobaczyć, dotknąć, poczuć. Może to i prawda, ale większość ludzi jest takich.
Jestem samolubna. Okropnie nieludzka. Niemyśląca i bez serca.
Jeszcze nie raz zapłaczę. Z twojego powodu. Już dzisiaj wyrzuciłam 2 chusteczki.
Prowadź mnie i moje serce.
Tam gdzie jego miejsce.
Walcz.
Jeśli ci zależy to nie możesz się poddać.
Nigdy.
/Aneta